poniedziałek, lutego 28, 2011
czwartek, lutego 24, 2011
i ciągle Cioran
Trzeba być równie niezorientowanym jak jakiś anioł czy imbecyl, żeby uwierzyć, że historia człowieka może mieć pomyślny przebieg.
Stanisław Barańczak - Śnieg V
Milczkiem opadający, chyłkiem bielący się śniegu,
cóż w lutym, za oknem, nad ranem może być w tobie jasnego
bardziej niż to, że trzeba pod kołdrą jedną i ciepłą
objąć się, spleść ze sobą obydwa sny, nim uciekną
przed świtem; niż to, że trzeba do nastroszonej piersi
przemówić ciepłym językiem (już drzwiami trzaskają pierwsi
punktualni sąsiedzi, już przez dwie ściany winda
swą listę obecności szumi); niż to, że pokój rozwidnia
ten chłód nagi, wilgotny, przed którym tylko nagie
wilgotne ciepło chroni – i to, co zrywa się nagle,
dwoiste, jednolite, zdławione, nie do zniesienia,
wzbijające się z krzykiem, jawne i mroczne jak ziemia
piątek, lutego 18, 2011
Wczesne godziny - Adam Zagajewski
fot. Agnieszka Wolska
Wczesne godziny przedpołudnia; jeszcze nie piszesz
(nie próbujesz pisać, raczej), tylko leniwie czytasz.
Wszystko jest nieruchome, spokojne, pełne, tak
jakby to był prezent ofiarowany przez muzę powolności,
jak dawniej, w dzieciństwie, na wakacjach, kiedy długo
studiowało się kolorowa mapę przed wycieczką, mapę,
która obiecywała tak wiele, głębokie stawy w lesie
jak świecące oczy motyli, górskie łąki tonące w ostrej trawie;
albo moment przed zaśnięciem, kiedy jeszcze nie ma snów,
ale już wyczuwa się ich nadchodzenie z różnych stron świata,
ich marsz, pielgrzymkę, ich czuwanie przy łożu chorego
(chorego na jawę), i ożywienie wśród średniowiecznych figur
skurczonych w wiecznym bezruchu nad katedrą;
wczesne godziny przedpołudnia, cisza
- jeszcze nie piszesz,
jeszcze rozumiesz tak wiele.
Zbliża się radość.
Wczesne godziny przedpołudnia; jeszcze nie piszesz
(nie próbujesz pisać, raczej), tylko leniwie czytasz.
Wszystko jest nieruchome, spokojne, pełne, tak
jakby to był prezent ofiarowany przez muzę powolności,
jak dawniej, w dzieciństwie, na wakacjach, kiedy długo
studiowało się kolorowa mapę przed wycieczką, mapę,
która obiecywała tak wiele, głębokie stawy w lesie
jak świecące oczy motyli, górskie łąki tonące w ostrej trawie;
albo moment przed zaśnięciem, kiedy jeszcze nie ma snów,
ale już wyczuwa się ich nadchodzenie z różnych stron świata,
ich marsz, pielgrzymkę, ich czuwanie przy łożu chorego
(chorego na jawę), i ożywienie wśród średniowiecznych figur
skurczonych w wiecznym bezruchu nad katedrą;
wczesne godziny przedpołudnia, cisza
- jeszcze nie piszesz,
jeszcze rozumiesz tak wiele.
Zbliża się radość.
Tajemnica fiolki – historia prawie kryminalna
Tego wieczora jadłem kolacje sam. Kardynał Mirum postanowił odwiedzić biskupa K-skiego, zalecając kucharce, żeby przygotowała tylko jedno nakrycie – dla mnie. Kolacja była bardzo obfita, na koniec kucharka przyniosła jakieś ziółka, mówiąc, ze dobrze działają na jelita. Po kolacji poczułem się bardzo senny i zmęczony. Wiek i choroba coraz częściej przypominają mi o wątłości mego ciała i samopoczucia. W środku nocy obudził mnie cichy szmer. Miałem problem z rozbudzeniem się. Jakby rzeczywistość przychodziła gdzieś z dala i na palcach. Jednak hałas zdawał się być coraz bardziej natarczywy, wiec w końcu z trudem udało mi się otworzyć powieki. Czułem, ze jestem nienaturalnie senny.
Nad sobą zobaczyłem kardynała Miruma, a w jego reku strzykawkę.
- Co robisz, mój przyjacielu – zapytałem trochę przestraszony, bardziej jednak zdumiony.
- To nic, ojcze, to sen – odparł cicho kardynał, po czym zaczął gładzic mnie delikatnie po głowie i szeptać cos, czego już nie byłem zdolny zrozumieć. Zapadałem znowu w sen. Nagle – przeszywający ból w palcu rozbudził mnie całkowicie. Kiedy zacząłem pojmować, co się dzieje, kardynał znikał już w drzwiach, chowając cos pod sutanną. Długo nie mogłem zasnąć, zastanawiając się nad zaszłą sytuacja. Postanowiłem jednak odczekać do rana, tym bardziej, że bardzo ciężko było mi się podnieść z łóżka.
Następnego dnia przy śniadaniu ostro zapytałem kardynała, dlaczego był u mnie w nocy w pokoju.
- Ja? – odrzekł zdziwiony. - Ojcze, coś musiało ci się przyśnić. Przecież wiesz, że byłem wczoraj u biskupa K-skiego. Trochę się zagadaliśmy przy kolacji, snuliśmy plany dla naszej diecezji. Nie było sensu wracać, wiec zostałem u niego na noc.
- A to! – podniosłem głos, bo czułem już duże rozdrażnienie, domyślając się, że kardynał coś przede mną ukrywa. Pokazałem mu swój napuchły palec.
- Pewnie ojca coś ugryzło. Teraz lato, dużo insektów, okno otwarte. A sen dorobił swoje – odpowiedział kardynał i spokojnie włożył do ust wielki kawal krwistej szynki. – Naprawdę nie rozumiem, czemu ojciec się tak denerwuje. To był tylko dziwny sen.
Tego dnia, stojąc w oknie, zobaczyłem, jak do biskupa K-skiego wychodzi kardynał i szepcząc mu coś do ucha, przekazuje małą fiolkę. Biskup ostrożnie włożył ja do niewielkiej kasetki i szybko wrócił do swego samochodu, po czym natychmiast wyjechał z dziedzińca. Zaniepokoiłem się na dobre. – Co tu się święci – zamruczałem pod nosem. - Kardynał mnie okłamuje, biskup coś ukrywa, chyba pora wracać do Watykanu. Tutaj nie jest bezpiecznie.
Jak postanowiłem, tak zrobiłem. Do wyjazdu udawałem, że niczego nie zauważyłem. Nie chciałem, aby kardynał Mirum czegoś się domyślał. Uważałem, ze dla mego bezpieczeństwa dopiero po powrocie napiszę list z prośbą o wyjaśnienie całej tej przedziwnej sytuacji. Kto wie, co jeszcze kardynał mógłby mi zrobić, może na przykład odciąć kawałek palca?
c.d.n.
Agnieszka Wolska
Nad sobą zobaczyłem kardynała Miruma, a w jego reku strzykawkę.
- Co robisz, mój przyjacielu – zapytałem trochę przestraszony, bardziej jednak zdumiony.
- To nic, ojcze, to sen – odparł cicho kardynał, po czym zaczął gładzic mnie delikatnie po głowie i szeptać cos, czego już nie byłem zdolny zrozumieć. Zapadałem znowu w sen. Nagle – przeszywający ból w palcu rozbudził mnie całkowicie. Kiedy zacząłem pojmować, co się dzieje, kardynał znikał już w drzwiach, chowając cos pod sutanną. Długo nie mogłem zasnąć, zastanawiając się nad zaszłą sytuacja. Postanowiłem jednak odczekać do rana, tym bardziej, że bardzo ciężko było mi się podnieść z łóżka.
Następnego dnia przy śniadaniu ostro zapytałem kardynała, dlaczego był u mnie w nocy w pokoju.
- Ja? – odrzekł zdziwiony. - Ojcze, coś musiało ci się przyśnić. Przecież wiesz, że byłem wczoraj u biskupa K-skiego. Trochę się zagadaliśmy przy kolacji, snuliśmy plany dla naszej diecezji. Nie było sensu wracać, wiec zostałem u niego na noc.
- A to! – podniosłem głos, bo czułem już duże rozdrażnienie, domyślając się, że kardynał coś przede mną ukrywa. Pokazałem mu swój napuchły palec.
- Pewnie ojca coś ugryzło. Teraz lato, dużo insektów, okno otwarte. A sen dorobił swoje – odpowiedział kardynał i spokojnie włożył do ust wielki kawal krwistej szynki. – Naprawdę nie rozumiem, czemu ojciec się tak denerwuje. To był tylko dziwny sen.
Tego dnia, stojąc w oknie, zobaczyłem, jak do biskupa K-skiego wychodzi kardynał i szepcząc mu coś do ucha, przekazuje małą fiolkę. Biskup ostrożnie włożył ja do niewielkiej kasetki i szybko wrócił do swego samochodu, po czym natychmiast wyjechał z dziedzińca. Zaniepokoiłem się na dobre. – Co tu się święci – zamruczałem pod nosem. - Kardynał mnie okłamuje, biskup coś ukrywa, chyba pora wracać do Watykanu. Tutaj nie jest bezpiecznie.
Jak postanowiłem, tak zrobiłem. Do wyjazdu udawałem, że niczego nie zauważyłem. Nie chciałem, aby kardynał Mirum czegoś się domyślał. Uważałem, ze dla mego bezpieczeństwa dopiero po powrocie napiszę list z prośbą o wyjaśnienie całej tej przedziwnej sytuacji. Kto wie, co jeszcze kardynał mógłby mi zrobić, może na przykład odciąć kawałek palca?
c.d.n.
Agnieszka Wolska
czwartek, lutego 17, 2011
Taki dzień, kiedy cienie są szczególnie widoczne, a dzieci patrzą się na mnie szeroko rozwartymi oczami. Taki dzień, gdy czas tężeje pomiędzy ławkami w parkach, a ludzie na nich siedzą bez słowa. Taki dzień, kiedy młodym kobietom pojawiają się na twarzach zmarszczki, a psy nieruchomieją. Ktoś w słuchawce mówi do mnie - już wiosna. Widzę ją, ale nie czuję. Drzewa pod słońce wyglądają tak czarno.
Wiosna 2010
Wiosna 2010
o "Studium przedmiotu" Herberta
Myślenie abstrakcyjne
Wymyśl coś, co nie istnieje i nigdy nie istniało. Wymyśl przedmiot, który nie ma kształtu, wymyśl cień po nim. Przestrzeń po nim.
„Najpiękniejszy jest przedmiot
którego nie ma”
Możliwość stworzenia. Dodania do istniejącej rzeczywistości nowego znaku, nowej przestrzeni, innego wymiaru. Powrót do początku. Stworzenie niemożliwego – które staje się możliwym. Wyobrażenie to znaczy upostaciowienie. Jeśli jest myśl – jest i jej odniesienie w rzeczywistości lub stworzenie nowej rzeczywistości.
Ale czy jest to powołanie do życia?
„ani
oślepienie
ani
śmierć
nie wydrze przedmiotu
którego nie ma”
Może to chodzi tylko o potencjalność, coś na granicy bycia i nie istnienia. przestrzeni ledwo przeczutej, a jednak istniejącej, złapanie ulotnej myśli, błysku obrazu, który przepada w ciemnościach umysłu.
Co można zrobić?
„zaznacz miejsce
gdzie stał przedmiot
którego nie ma
czarnym kwadratem
będzie to
prosty tren
o pięknym nieobecnym”
Tworzenie to jednak mozolna próba nazwania słowami czegoś, co nie istnieje. Można jedynie nadać temu ogólny, nieporadny kształt, spróbować określić – ale nazwać się nie da. Wszystkie akty tworzenia zmierzają do nazwania tego przedmiotu, ale on się wymyka, zmienia, przeobraża, choć ciągle jest tym samym. Może to chodzi o nasze pragnienie piękna. O te momenty, które odnajdujemy w wierszach, obrazach, muzyce, chmurach i innym człowieku?
Czarny kwadrat, tren – jak żałoba, choć może nie opłakiwanie. To smutek niedoskonałości.
Gdyby jednak znowu spróbować wrócić do początku, do momentu przed stworzeniem, przed nazwaniem, wrócić do krainy potencjalności istnienia i sprawdzić jak działają słowa, jak tworzy myśl.
„możesz tam wejść
krzyknąć
pion-poziom
uderzy w nagi horyzont
prostopadły piorun
możemy na tym poprzestać
i tak już stworzyłeś świat”
Od jednego znaku do drugiego, skutek i przyczyna, koło samsary zaczęło się kręcić od chwili, gdy wypowiedziano jedno słowo. Dalsze tworzenie świata idzie już samoistnie. Od jednego elementu przechodzimy w skomplikowaną maszynę.
Jak wejść do „przedświata”?
Potrzebne skupienie, wsłuchanie się w siebie, ostrożne traktowanie otaczającej rzeczywistości, wszak ona też jest wymyślona. Nieograniczona ilość światów jest w nas samych, przed zamkniętymi oczami. Niemożliwe tu, możliwością jest tam.
„nie wpuszczaj nikogo” – dlaczego? Może dlatego, że zaczniesz kierować się innymi poglądami, innym spojrzeniem, może będziesz obawiać się, że twój świat jest dziwny i nieprzystający do innych? Nie obawiaj się tego, przyjmij ten świat takim jaki jest, niech na krześle leży serwetka, niech wieloryb prosi o portret. Zabaw się przestrzenią i pojęciami, pozwól sobie na niemożliwość – a wszystko stanie się możliwe.
Ale to nie jest zabawa, to wyznanie wiary siebie, to wręcz nakaz stwarzania, zmagania ze śmiercią, z nieistnieniem.
Wymyśl coś, co nie istnieje i nigdy nie istniało. Wymyśl przedmiot, który nie ma kształtu, wymyśl cień po nim. Przestrzeń po nim.
„Najpiękniejszy jest przedmiot
którego nie ma”
Możliwość stworzenia. Dodania do istniejącej rzeczywistości nowego znaku, nowej przestrzeni, innego wymiaru. Powrót do początku. Stworzenie niemożliwego – które staje się możliwym. Wyobrażenie to znaczy upostaciowienie. Jeśli jest myśl – jest i jej odniesienie w rzeczywistości lub stworzenie nowej rzeczywistości.
Ale czy jest to powołanie do życia?
„ani
oślepienie
ani
śmierć
nie wydrze przedmiotu
którego nie ma”
Może to chodzi tylko o potencjalność, coś na granicy bycia i nie istnienia. przestrzeni ledwo przeczutej, a jednak istniejącej, złapanie ulotnej myśli, błysku obrazu, który przepada w ciemnościach umysłu.
Co można zrobić?
„zaznacz miejsce
gdzie stał przedmiot
którego nie ma
czarnym kwadratem
będzie to
prosty tren
o pięknym nieobecnym”
Tworzenie to jednak mozolna próba nazwania słowami czegoś, co nie istnieje. Można jedynie nadać temu ogólny, nieporadny kształt, spróbować określić – ale nazwać się nie da. Wszystkie akty tworzenia zmierzają do nazwania tego przedmiotu, ale on się wymyka, zmienia, przeobraża, choć ciągle jest tym samym. Może to chodzi o nasze pragnienie piękna. O te momenty, które odnajdujemy w wierszach, obrazach, muzyce, chmurach i innym człowieku?
Czarny kwadrat, tren – jak żałoba, choć może nie opłakiwanie. To smutek niedoskonałości.
Gdyby jednak znowu spróbować wrócić do początku, do momentu przed stworzeniem, przed nazwaniem, wrócić do krainy potencjalności istnienia i sprawdzić jak działają słowa, jak tworzy myśl.
„możesz tam wejść
krzyknąć
pion-poziom
uderzy w nagi horyzont
prostopadły piorun
możemy na tym poprzestać
i tak już stworzyłeś świat”
Od jednego znaku do drugiego, skutek i przyczyna, koło samsary zaczęło się kręcić od chwili, gdy wypowiedziano jedno słowo. Dalsze tworzenie świata idzie już samoistnie. Od jednego elementu przechodzimy w skomplikowaną maszynę.
Jak wejść do „przedświata”?
Potrzebne skupienie, wsłuchanie się w siebie, ostrożne traktowanie otaczającej rzeczywistości, wszak ona też jest wymyślona. Nieograniczona ilość światów jest w nas samych, przed zamkniętymi oczami. Niemożliwe tu, możliwością jest tam.
„nie wpuszczaj nikogo” – dlaczego? Może dlatego, że zaczniesz kierować się innymi poglądami, innym spojrzeniem, może będziesz obawiać się, że twój świat jest dziwny i nieprzystający do innych? Nie obawiaj się tego, przyjmij ten świat takim jaki jest, niech na krześle leży serwetka, niech wieloryb prosi o portret. Zabaw się przestrzenią i pojęciami, pozwól sobie na niemożliwość – a wszystko stanie się możliwe.
Ale to nie jest zabawa, to wyznanie wiary siebie, to wręcz nakaz stwarzania, zmagania ze śmiercią, z nieistnieniem.
wtorek, lutego 15, 2011
sobota, lutego 12, 2011
W. H. Auden
Anonimowy obywatel
(Do JS/07/M/376
Ten Marmurowy Pomnik
Wzniosło Państwo na jego cześć)
Urząd Statystyczny wskazał go jako tego,
Na kogo nigdy nie złożono żadnego
Zażalenia, a wszystkie traktujące o nim dokumenty
Świadczą, że, w nowoczesnym znaczeniu tego staroświeckiego słowa, był
święty,
Gdyż wszystko czynił pro Publico Bono.
Wyjąwszy wojnę pracował w fabryce aż do dnia
Przejścia na emeryturę i nigdy go nie zwolniono
Lecz w pełni satysfakcjonował swoich pracodawców – Lipa Motors SA.
Bo nie był łamistrajkiem, a w jego poglądach nie było niezwykłości,
Jego związek zawodowy donosi, że płacił wszelkie należności
(Nasz raport ze związku potwierdza te wiadomości)
A nasz pracownik z działu psychologii społecznej poinformował,
Że był popularny wśród kolegów i lubił wypić szklaneczkę.
Prasa przekonuje, że co dzień kupował
Gazetę, a jego reakcje na reklamy nie wykraczały poza normy.
Dokumenty świadczą, że miał wszystkie polisy powykupywane
A z jego karty zdrowia wynika, że był raz w szpitalu,
ale szybko wrócił do formy.
Instytuty Badań Rynkowych I Dobrobytu są przekonane,
Że miał rozsądne podejście do udogodnień, jakie niesie Plan
Pożyczkowy
I posiadał wszystko, co jest niezbędne Nowoczesnemu Człowiekowi:
Gramofon, radio, samochód, maszynę do chłodzenia żywności.
Badacze Opinii Publicznej odkryli, ku swojej radości,
Że miał właściwe poglądy na każdą porę roku,
Kiedy był pokój, pragnął pokoju, gdy była wojna, poszedł do boju.
Był żonaty i dodał pięcioro dzieci do populacji,
Co, z punktu widzenia eugeniki, jest prawidłową liczbą dla rodziców
jego
generacji
A nasi nauczyciele mówią, że nigdy nie wtrącał się w sprawy edukacji.
Czy był wolny? Czy był szczęśliwy? Pytanie dowodzi głupoty:
Jeśliby było coś nie tak, z pewnością wiedziano by o tym.
z angielskiego: Maria Morawiecka
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



