wydawało mi się, że mogę się przy tobie rozpłakać...
płacz to jest to coś, co najbardziej ukrywamy
sobota, czerwca 20, 2015
Choroba
KURWA MAĆ
za głupia jestem na te wszystkie procedury medyczne
i przez to nie wiem, jak pomóc
w słuchawce dźwięk telewizora z mieszkania babci,
która źle wyłączyła telefon
kolejna minuta
i nic
za głupia jestem na te wszystkie procedury medyczne
i przez to nie wiem, jak pomóc
w słuchawce dźwięk telewizora z mieszkania babci,
która źle wyłączyła telefon
kolejna minuta
i nic
piątek, czerwca 19, 2015
kolejny powrót
w przedmomencie jestem
czuję jak kruszeją mi zęby
najgorsze jest nie móc pomóc....
"Siddhartha stał bez ruchu i przez mgnienie oka, przez chwilę potrzebną dla nabrania tchu uczuł mróz w sercu, poczuł, że serce drży mu w piersi i kurczy się od wewnętrznego chłodu, jak małe zwierzątko, ptak albo trwożliwy zając, zrozumiał bowiem, jaki jest samotny. Całymi latami żył bez ojczyzny i nie czuł tego. A teraz poczuł.
W tej chwili, kiedy świat oddalił się od niego, odpłynął gdzieś, on zaś stał samotny jak gwiazda na niebie, w tej chwili chłodu i zwątpienia narodził się Siddhartha bardziej zwarty, skupiony w sobie, bardziej jeszcze będący sobą niż przedtem."
Hermann Hesse "Siddhartha"
czuję jak kruszeją mi zęby
najgorsze jest nie móc pomóc....
"Siddhartha stał bez ruchu i przez mgnienie oka, przez chwilę potrzebną dla nabrania tchu uczuł mróz w sercu, poczuł, że serce drży mu w piersi i kurczy się od wewnętrznego chłodu, jak małe zwierzątko, ptak albo trwożliwy zając, zrozumiał bowiem, jaki jest samotny. Całymi latami żył bez ojczyzny i nie czuł tego. A teraz poczuł.
W tej chwili, kiedy świat oddalił się od niego, odpłynął gdzieś, on zaś stał samotny jak gwiazda na niebie, w tej chwili chłodu i zwątpienia narodził się Siddhartha bardziej zwarty, skupiony w sobie, bardziej jeszcze będący sobą niż przedtem."
Hermann Hesse "Siddhartha"
niedziela, czerwca 07, 2015
poniedziałek, czerwca 01, 2015
Dzień dziecka
Dzień jedzenia truskawek, dzień żartów przy słonecznym stole, dzień przejażdżki rowerowej zupełnie nowymi drogami, dzień zapachu akacji...
Dzień odnajdywania miłości...
Dobry dzień.
Dzień odnajdywania miłości...
Dobry dzień.
czwartek, maja 28, 2015
Koło
Wczoraj zdałam sobie sprawę, że zaczęłam tego "bloga" w momencie, kiedy rozstawałam się ze swoim mężem w imię wolności pisania.
Pamiętam, Londyn, pusty pokoik z umywalką w środku. Mały stolik, stary laptop i paczka papierosów. Siedziałam w ciemności tylko przy jakiejś świeczce, jasny ekran monitora, papieros i kilka zdań, papieros i kilka zdań. Ale to nie męczyło, wprost przeciwnie, byłam tam, w tych krótkich historyjkach, które chciałam wtedy spisać. Historyjkach mojego życia z czasów, kiedy eksperymentowałam ze wszystkim, ze swoimi lękami, ze skokami w przepaść, z zakochiwaniem się na zabój... Poznałam wtedy jakieś nieskończone ilości ludzi, oni pojawiali się codziennie, coraz to nowi, ze swoimi dziwnymi historiami, których słuchałam przy kolejnym mocnym piwie (bo z alkoholem też eksperymentowałam) w jakiejś obskurnej lecz popularnej wtedy knajpie w piwnicy - i to było piękne... To było dla mnie wtedy magiczne. To były czasy, kiedy nawet w obrazkach na ścianie widziałam piękne historie..
Wtedy, w Londynie chciałam do tego wrócić, właściwie wracałam, nic mi więcej nie było potrzeba oprócz świeczki, papierosów, muzyki i starego laptopa.. A przy okazji znowu postanowiłam zakochać się na zabój. I cóż, rozstałam się z mężem i pozostałam w tym stanie do teraz - w stanie eksperymentowania ze sobą.. W kole tworzenia i niszczenia. Jestem teraz gdzieś po środku. Tylko tyle, że przestałam się łudzić, że coś napiszę. Może to jest takie życiopisanie... Żyję.
Pamiętam, Londyn, pusty pokoik z umywalką w środku. Mały stolik, stary laptop i paczka papierosów. Siedziałam w ciemności tylko przy jakiejś świeczce, jasny ekran monitora, papieros i kilka zdań, papieros i kilka zdań. Ale to nie męczyło, wprost przeciwnie, byłam tam, w tych krótkich historyjkach, które chciałam wtedy spisać. Historyjkach mojego życia z czasów, kiedy eksperymentowałam ze wszystkim, ze swoimi lękami, ze skokami w przepaść, z zakochiwaniem się na zabój... Poznałam wtedy jakieś nieskończone ilości ludzi, oni pojawiali się codziennie, coraz to nowi, ze swoimi dziwnymi historiami, których słuchałam przy kolejnym mocnym piwie (bo z alkoholem też eksperymentowałam) w jakiejś obskurnej lecz popularnej wtedy knajpie w piwnicy - i to było piękne... To było dla mnie wtedy magiczne. To były czasy, kiedy nawet w obrazkach na ścianie widziałam piękne historie..
Wtedy, w Londynie chciałam do tego wrócić, właściwie wracałam, nic mi więcej nie było potrzeba oprócz świeczki, papierosów, muzyki i starego laptopa.. A przy okazji znowu postanowiłam zakochać się na zabój. I cóż, rozstałam się z mężem i pozostałam w tym stanie do teraz - w stanie eksperymentowania ze sobą.. W kole tworzenia i niszczenia. Jestem teraz gdzieś po środku. Tylko tyle, że przestałam się łudzić, że coś napiszę. Może to jest takie życiopisanie... Żyję.
środa, maja 27, 2015
Ostatnio
leżę ciągle na podłodze
właściwie to jedyna pozycja, w której czuję się dobrze
właściwie to jedyna pozycja, której poziomu powinnam się trzymać
podłoga jest fajna, twarda, w końcu czuję swoje ciało
właściwie to jedyna pozycja, w której czuję się dobrze
właściwie to jedyna pozycja, której poziomu powinnam się trzymać
podłoga jest fajna, twarda, w końcu czuję swoje ciało
Subskrybuj:
Posty (Atom)