Grodzki Urząd Pracy w Krakowie w samo południe. Jeśli jeszcze ktoś tam nie trafił, niech nie żałuje. Od paru miesięcy funkcjonuję w rejestrach urzędu jako bezrobotna, więc co miesiąc muszę odwiedzać to miejsce zapomniane przez świat. No bo samo usytuowanie Urzędu Pracy na obrzeżach miasta zakrawa na drwinę. Szerokie pola, lato, muchy bzyczą – a w samym środku niczego stoi ogromny budynek, w którym znajduje się niezliczona ilość pomieszczeń, pokojów, tajnych przejść służbowych, no i oczywiście – znudzeni urzędnicy. Po kilku w jednym pokoju, pewnie po to, żeby było z kim poplotkować, zjeść ciasto i napić się kawy. Każde pomieszczenie oczywiście służy innym celom. W jednym panie podbijają zaświadczenia, w drugim panie wydają wnioski, w trzecim panowie przecząco kiwają głową – na każde zadanie pytanie. „A tych wagonów jest ze czterdzieści, Sam nie wiem, co się w nich jeszcze mieści.”
Będąc w Urzędzie z kolejną wizytą (nb. kto mi odda za bilety, przecież jestem bezrobotna, dostaję 400 złotych miesięcznie, mieszkam po drugiej stronie Nowej Huty, na piechotę trochę za daleko..) wydusiłam od Pani w doradztwie zawodowym (nb. to ja zadawałam Pani pytania, na co ta odrzekła zdumiona, że posiadam rozległą wiedzę w temacie poszukiwania pracy), no więc wyciągnęłam z opornej na doradzanie urzędniczki wiadomość – uwaga!! tajemnica – że między 3 a 13 sierpnia można składać wnioski „o przyznanie jednorazowych środków na podjęcie działalności gospodarczej ramach projektu Różne drogi – jeden cel II współfinansowanego z Europejskiego Funduszu Społecznego”. Uff.. Oczywiście formularz wniosku należy odebrać w pokoju tym a tym, na piętrze tym a tym, za zakrętem.
Czemu nie skorzystać, pomyślałam. Od paru miesięcy bezskutecznie szukam pracy, więc może w ramach projektu aktywizacji bezrobotnych sama sobie stworzę pracę. Pomysł mam, konkurencji prawie brak, inwestycja nie będzie duża, ale trochę pieniędzy na początek przyda się. Wzięłam od kolejnej znudzonej Pani formularz i pojechałam z powrotem studiować go w domu. Muszę przyznać, że nie jestem jakimś imbecylem, studia wyższe mam skończone, mówię poprawnie po polsku, jednak jak z każdym urzędowym papierem w naszym kraju (choć myślę, że to specyfika papierów urzędowych bez względu na kraj i obyczaj) miałam problemy – niektóre pola do wypełnienia były dla mnie mało zrozumiałe. Jako że się uparłam na te pieniądze, postanowiłam wrócić do Pani, od której odebrałam formularz, żeby się dopytać, dowiedzieć, upewnić. Dobrze wypełniony wniosek to podstawa do kolejnych etapów projektu. Więc wchodzę do pokoju, jednego z kilku, w których urzędnicy zajmują się Funduszami Społecznymi i proszę o poradę, podchodząc do jednej z trzech znudzonych Pań. I tu zaskoczenie – bo Pani nie jest tu od porad. I nic mi nie powie. Muszę sama, choć nie rozumiem, jak to zrobić, ale sama. No przecież Pani nie jest tu po to, aby pomagać. Ona tylko wskazuje palcem, gdzie leżą wnioski, a potem je chowa do specjalnej szafki. Ona nie udziela żadnych informacji. Wszystko jest w Internecie.
Wyszłam. Nie trzasnęłam drzwiami. Ale nadal nic nie rozumiem. Nie rozumiem postępowania takich miejsc jak to, gdzie teoretycznie wszystko wygląda pięknie, aktywizacja bezrobotnych, doradztwo zawodowe, pośrednictwo pracy, szkolenia, kursy itp. W rzeczywistości jednak odbijanie się od drzwi za którymi znudzeni urzędnicy otrzymują swoje pensje, za to, że są, że piją kawę i plotkują o swoich znajomych. Bo czy nie jest to logiczne, że skoro jest to twoja pierwsza działalność, że jest się bezrobotnym – a przecież program celuje przede wszystkim w trwale bezrobotnych i po 50 roku życia – to czemu nie można zasięgnąć porady, jak dobrze wypełnić wniosek, skoro i tak, dopiero po zakwalifikowaniu się następuje szkolenie z prowadzenia firmy i pisania biznes-planu. Ale gdzie mam szukać wyjaśnienia – u którego znudzonego urzędnika?
niedziela, sierpnia 16, 2009
środa, lipca 15, 2009
Idiota..
- No dobrze, no niechże mi pan sam powie, jak według pana: jak mi będzie najlepiej umrzeć?... Żeby wypadło w miarę możności... najuczciwiej, najmoralniej? No, niech pan powie!
- Niech pan przejdzie obok nas i wybaczy nam nasze szczęście! - rzekł książę cichym głosem.
- Niech pan przejdzie obok nas i wybaczy nam nasze szczęście! - rzekł książę cichym głosem.
czwartek, czerwca 25, 2009
46 - Tomasz Różycki
Te poniechane światy, długa podróż
brudnym autobusem w noc, przez wioski,
i skrzypiąca muzyka, i skrzypiące kości,
i ciemność się otwiera w jeszcze większą ciemność.
A jednak się wyjaśnia bardzo dużo,
i mówią wiele nazwy miejscowości.
Małe marzenia spełniły się szybko, a wielkie
zmieniły się w muzykę i w sny.
Spełniło się tyle, że resztę życia musiałby
spędzić dziękując, dziękując. A gwiazdy szumią,
że to jest początek, reszta wyjaśni się też
pewnej nocy. I dni się na razie chybocą
w metalicznym oddechu, na końcu języka.
I Wschód wciąż pochłania ludzi i marzenia,
jak w tamtej historii, kiedy przespał stację
i wysiadł w miejscu nieznanym i pięknym.
brudnym autobusem w noc, przez wioski,
i skrzypiąca muzyka, i skrzypiące kości,
i ciemność się otwiera w jeszcze większą ciemność.
A jednak się wyjaśnia bardzo dużo,
i mówią wiele nazwy miejscowości.
Małe marzenia spełniły się szybko, a wielkie
zmieniły się w muzykę i w sny.
Spełniło się tyle, że resztę życia musiałby
spędzić dziękując, dziękując. A gwiazdy szumią,
że to jest początek, reszta wyjaśni się też
pewnej nocy. I dni się na razie chybocą
w metalicznym oddechu, na końcu języka.
I Wschód wciąż pochłania ludzi i marzenia,
jak w tamtej historii, kiedy przespał stację
i wysiadł w miejscu nieznanym i pięknym.
niedziela, maja 31, 2009
Miłość od pierwszego wejrzenia
Oboje są przekonani,
że połączyło ich uczucie nagłe.
Piękna jest taka pewność,
ale niepewność piękniejsza.
Sądzą, że skoro nie znali się wcześniej,
nic między nimi nigdy się nie działo.
A co na to ulice, schody, korytarze,
na których mogli się od dawna mijać?
Chciałabym ich zapytać,
czy nie pamiętają -
może w drzwiach obrotowych
kiedyś twarzą w twarz?
jakieś "przepraszam" w ścisku?
głos "pomyłka" w słuchawce?
- ale znam ich odpowiedź.
Nie, nie pamiętają.
Bardzo by ich dziwiło,
że od dłuższego czasu
bawił się nimi przypadek.
Jeszcze nie całkiem gotów
zamienić się dla nich w los,
zbliżał ich i oddalał,
zabiegał im drogę
i tłumiąc chichot
odskakiwał w bok.
Były znaki,sygnały,
cóż z tego, że nieczytelne.
Może trzy lata temu
albo w zeszły wtorek
pewien listek przefrunął
z ramienia na ramię?
Było coś zgubionego i podniesionego.
Kto wie, czy już nie piłka
w zaroślach dzieciństwa?
Były klamki i dzwonki,
na których zawczasu
dotyk kładł na dotyk.
Walizki obok siebie w przechowalni.
Był może pewnej nocy jednakowy sen,
natychmiast po obudzeniu zamazany.
Każdy przecież początek
to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń
zawsze otwarta w połowie.
Wisława Szymborska
że połączyło ich uczucie nagłe.
Piękna jest taka pewność,
ale niepewność piękniejsza.
Sądzą, że skoro nie znali się wcześniej,
nic między nimi nigdy się nie działo.
A co na to ulice, schody, korytarze,
na których mogli się od dawna mijać?
Chciałabym ich zapytać,
czy nie pamiętają -
może w drzwiach obrotowych
kiedyś twarzą w twarz?
jakieś "przepraszam" w ścisku?
głos "pomyłka" w słuchawce?
- ale znam ich odpowiedź.
Nie, nie pamiętają.
Bardzo by ich dziwiło,
że od dłuższego czasu
bawił się nimi przypadek.
Jeszcze nie całkiem gotów
zamienić się dla nich w los,
zbliżał ich i oddalał,
zabiegał im drogę
i tłumiąc chichot
odskakiwał w bok.
Były znaki,sygnały,
cóż z tego, że nieczytelne.
Może trzy lata temu
albo w zeszły wtorek
pewien listek przefrunął
z ramienia na ramię?
Było coś zgubionego i podniesionego.
Kto wie, czy już nie piłka
w zaroślach dzieciństwa?
Były klamki i dzwonki,
na których zawczasu
dotyk kładł na dotyk.
Walizki obok siebie w przechowalni.
Był może pewnej nocy jednakowy sen,
natychmiast po obudzeniu zamazany.
Każdy przecież początek
to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń
zawsze otwarta w połowie.
Wisława Szymborska
piątek, maja 22, 2009
Zapomnienie
Zapomnienie i wybaczenie, osobno lub razem, wyznaczają horyzont całego naszego poszukiwania. Osobno - na tyle, na ile jedno i drugie należy do odrębnej problematyki: w przypadku zapomnienia jest to problematyka pamięci i wierności względem przeszłości; w przypadku wybaczenia - kwestia winy i pogodzenia z przeszłością. Razem - na tyle, na ile szlaki obu pojęć przecinają się w miejscu nie będącym miejscem, a które najlepiej określa termin "horyzont": horyzont pamięci zaspokojonej, a nawet fortunnego zapomnienia.
Paul Ricoeur
Paul Ricoeur
czwartek, maja 21, 2009
?
Dlaczego płacz jest wstydliwą sprawą?
Dlaczego należy go ukrywać przed innymi?
CZemu mi wstyd, kiedy mam podpuchnięte oczy i jeszcze mokre, ale jest dzień, idę wśród ludzi, w pełnym słońcu, więc chowam twarz, odwracam wzrok? CZemu mi wstyd?
Dlaczego należy go ukrywać przed innymi?
CZemu mi wstyd, kiedy mam podpuchnięte oczy i jeszcze mokre, ale jest dzień, idę wśród ludzi, w pełnym słońcu, więc chowam twarz, odwracam wzrok? CZemu mi wstyd?
Ten czas
Miła moja, kochana. Taki to mroczny czas.
Ciemna noc, tak już dawno ciemna noc, a bez gwiazd,
po której drzew upiory wydarte ziemi - drżą.
Smutne nieba nad nami jak krzyż złamanych rąk.
Głowy dudnią po ziemi, noce schodzą do dnia,
dni do nocy odchodzą, nie łodzie - trumny rodzą,
w świat grobami odchodzą, odchodzi czas we snach.
K.K. Baczyński
Ciemna noc, tak już dawno ciemna noc, a bez gwiazd,
po której drzew upiory wydarte ziemi - drżą.
Smutne nieba nad nami jak krzyż złamanych rąk.
Głowy dudnią po ziemi, noce schodzą do dnia,
dni do nocy odchodzą, nie łodzie - trumny rodzą,
w świat grobami odchodzą, odchodzi czas we snach.
K.K. Baczyński
Subskrybuj:
Posty (Atom)