poniedziałek, kwietnia 07, 2008

Czas

czas, czas, czas, czas, czas, czas, czas, czas, czas, dzień, dwa, tydzień, miesiąc, rok, życie.
Brakuje mi czasu.

czwartek, kwietnia 03, 2008

W drodze na szczyt

rozpaczy staram się robić coraz dłuższe przerwy. Dzisiaj, kiedy padał deszcz i postanowiłam znów zrobić przerwę - śniło mi się, że przyjaciel wyprowadzał się na zawsze. Pozostały po nim żółte ściany, papiery, brzydkie meble i pusta przestrzeń. I cały czas zastanawiałam się, co zrobić z tak ogromnym miejscem. Co tam wstawić, kogo zaprosić - nic nie przychodziło do głowy. Ostatni raz przeszłam tajemnym miejscem za szafą do pokoju, o którym tylko ja i przyjaciel wiedzieliśmy. Miejsce zapomniane przez świat. Z kanapą jak u babci i mnóstwem kwiatków w doniczkach.
Zamknęłam drzwi i postanowiłam wracać do domu, żeby zasnąć i nie myśleć więcej o tym.
I obudziłam się. Deszcz przestał padać. Tom Waits. Ja wiem, jest mnóstwo pięknej muzyki, jest mnóstwo energii w innych - ale we mnie nadal trwa ciemność. I ten bełkotliwy smutek.
Ach, gdzie ta słodka ironia? Jak obdarta ze skóry, z nerwami na wierzchu... A przede mną już tylko ten szczyt i cisza rozrzedzonego powietrza. I co zrobić z rozpostartymi rękami? To już będzie się działo poza miastami, poza ludźmi, poza ptakami. Nie zostanie nic, prócz sączącej się, cierpliwie jak słońce, rozpaczy.

piątek, marca 28, 2008

czwartek, marca 27, 2008

A propos

Zakochałam się. I znowu beznadziejna sprawa. Aż rzygać się chce, a nie cieszyć.

Aaaaa...

dzisiaj do Alchemii przyszli: Zagajewski, Krynicki, Jarzębski...
He, he, he, przyszli do Alchemii...
A na koniec: "Do zobaczenia w Toskanii"
Jestem czarnuchem na tym świecie.

środa, marca 26, 2008

Wyznania

Prawdę powiedziawszy czuję komletne zmęczenie tym życiem. Totalnie. I cały czas się zastanawiam, po co ja w tym wszystkim. Jakby wszyscy mówili w jakimś całkowicie nieznanym języku. Albo jakbym ja była z innej planety. Biorę oczywiście jeszcze jedną opcję pod uwagę - że po prostu zwariowałam i jak o tym myślę, to wydaje mi się, że coś takiego zdarzało się w mojej rodzinie.
W każdym bądź razie - tak co najmniej 2 razy dziennie zdarza mi się myśl, że może rzucić to wszystko. I koniec i kropka.