niedziela, lutego 03, 2008

Dupa, dupa, dupa, dupa, dupa, dupa, dupa, czytanie siebie sprzed lat, dupa, dupa, dupa, dupa, list od Jacka, na który nie odpowiadam, dupa, dupa, dupa, dupa, pies sprzedany kretynowi, dupa, dupa, dupa, przyjaciel sprzedany za 100 złotych, dupa, dupa, dupa, dupa, dupa, audycja w radiu o wielkich reżyserach teatralnych, dupa, dupa, dupa, dupa, uzależnienie od alkoholu, dupa, dupa, dupa, dupa, dupa, nadgorliwi rodzice, dupa, dupa, dupa, dupa, dupa, jestem dupa.

NAUCZ SIĘ PISAĆ

Tren Fortynbrasa


Teraz kiedy zostaliśmy sami możemy porozmawiać książę jak mężczyzna
z mężczyzną
chociaż leżysz na schodach i widzisz tyle co martwa mrówka
to znaczy czarne słońce o złamanych promieniach
Nigdy nie mogłem myśleć o twoich dłoniach bez uśmiechu
i teraz kiedy leżą na kamieniu jak strącone gniazda
są tak samo bezbronne jak przedtem To jest właśnie koniec
Ręce leżą osobno Szpada leży osobno Osobno głowa
i nogi rycerza w miękkich pantoflach
Pogrzeb mieć będziesz żołnierski chociaż nie byłeś żołnierzem
jest to jedyny rytuał na jakim trochę się znam
Nie będzie gromnic i śpiewu będą lonty i huk
kir wleczony po bruku hełmy podkute buty konie artyleryjskie werbel
werbel wiem nic pięknego
to będą moje manewry przed objęciem władzy
trzeba wziąć miasto za gardło i potrząsnąć nim trochę
Tak czy owak musiałeś zginąć Hamlecie nie byłeś do życia
wierzyłeś w kryształowe pojęcia a nie glinę ludzką
żyłeś ciągłymi skurczami jak we śnie łowiłeś chimery
łapczywie gryzłeś powietrze i natychmiast wymiotowałeś
nie umiałeś żadnej ludzkiej rzeczy nawet oddychać nie umiałeś
Teraz masz spokój Hamlecie zrobiłeś co do ciebie należało
i masz spokój Reszta nie jest milczeniem ale należy do mnie
wybrałeś część łatwiejszą efektowny sztych
lecz czymże jest śmierć bohaterska wobec wiecznego czuwania
z zimnym jabłkiem w dłoni na wysokim krześle
z widokiem na mrowisko i tarczę zegara
Żegnaj książę czeka mnie jeszcze projekt kanalizacji
i dekret w sprawie prostytutek i żebraków
muszę także obmyślić lepszy system więzień
gdyż jak zauważyłeś słusznie Dania jest więzieniem
Odchodzę do moich spraw Dziś w nocy urodzi się
gwiazda Hamlet Nigdy się nie spotkamy
to co po mnie zostanie nie będzie przedmiotem tragedii
Ani nam witać się ani żegnać żyjemy na archipelagach
a ta woda te słowa cóż mogą cóż mogą książę
To wszystko jest kwestią znalezienia sensu, praca za pół darmo, w kasie supersamu, wlepianie mandatów, sprzedawanie podróbek jeansów, wszystko dlatego, że znalazł się cel, czemu to się robi, czemu się trzeba trzymać kurczowo życia, bo ono wcale nie jest proste, ono jest kurewsko skomplikowane, ciągle trzeba walczyć, by móc się utrzymać, dlatego ludzie chwalą sobie swój własny kąt, swoje meble, za które płacili pół życia, dlatego tyle jedzą, bo to jest nagroda, to jest ten wyrwany życiu kawałek spokoju. To jest kolejne małe zwycięstwo nad życiem, które jest jak drapieżnik, bezlitosne, wciąż głodne i niezaspokojone, pragnące naszej krwi i cierpienia.
Więc czemu nie oddać mu tego, co chce, czemu nie oddać mu siebie, czemu nie zasnąć wiecznie, czemu nie umrzeć? Bo znalazło się sens, dziecko, miłość, realizację swoich marzeń, lub wytłumaczenie – jakiekolwiek, którego się szukało cały czas.
Czemu parszywe życie chce, byśmy jednak żyli , czemu potrzebuje nas żywych, czemu potrafi utrzymywać nas ciągle w delikatnej nadziei, że jutro, pojutrze znajdziemy sens?
Babcia: Moja mama znała niemiecki prefekt. Dlatego wyszła na pole i zagadała do tych Niemców. Oni przecież tak naprawdę nie byli winni. Rozkaz i idź. Mama dała im jeść. Ale jak oni szli, jeden ciągnął konia, drugi na nim wisiał, a trzeci pchał konia z tyłu. Nie mieli już siły. Pewnie i tak ich zabili. Ale co tam oni winni.

F: ależ babciu, przecież oni do tej wojny doprowadzili, wyrazili zgodę na Hitlera, głosowali za nim..

Babcia: Ale co też tam gadasz, a teraz, jak każą naszym chłopcom strzelać to oni muszą i tyle. I co zrobić…

Babcia podeszła do okna i spojrzała na miasto ze swej wysokości. Spojrzała jak stary pan Bóg, który nie ma już siły walczyć z ludźmi. A co ją to już obchodzi, niech robią co chcą. Tylko czemu tak ich szkoda..?

piątek, marca 03, 2006

tak tak

niech mnie ktos wyrzuci przez okno
jestem popieprzona
i lubie wszystko psuc
a to tylko dlatego
ze nie wierze w milosc
i niech ktos sprobuje mnie przekonac ze jest cos takiego
to ja mu pokaze jak bardzo sie myli

środa, lutego 01, 2006

Arthur Rimbaud - Ophelie

I
On the calm black water where the stars are sleeping
White Ophelia floats like a great lily;
Floats very slowly, lying in her long veils...
- In the far-off woods you can hear them sound the mort.

For more than a thousand years sad Ophelia
Has passed, a white phantom, down the long black river.
For more than a thousand years her sweet madness
Has murmured its ballad to the eveninig breeze.

The wind kisses her breasts and unfolds in a wreath
Her great veils rising and falling with the waters;
The shivering willows weep on her shoulder,
The rushes lean over her wide, dreaming brow.

The ruffled water-lilies are sighing around her;
At times she rouses, in a slumbering alder,
Some nest from which escapes a small rustle of wings;
- A mysterious anthem falls from the golden stars.

II

O, pale Ophelia! beautiful as a snow!
Yes child, you died, carried off by a river!
- It was the winds descending from the great mountains of Norway
That spoke to you in low voices of better freedom.

It was a breath of wind, that, twisting your great hair,
Brought strange rumours to your dreaming mind;
It was your heart listening to the song of Nature
In the groans of the tree and the sighs of the nights;

It was the voice of mad seas, the great roar,
That shattered your child's heart, too human and too soft;
It was a handsome pale knight, a poor madman
Who one April morning sate mute at your knees!

Heaven! Love! Freedom! What a dream, oh poor crazed Girl!
You melted to him as snow does to a fire;
Your great visions strangled your words
- And fearful Infinity terrified your blue eye!

III

-And the poet says that by the starlight
You come seeking, in the night, the flowers that you picked
And that he has seen on the water, lying in her long veils
White Ophelia floating, like a great lily.



May 15, 1870