niedziela, sierpnia 18, 2013

Zapiski Staromiłosne - trzeci


W końcu jest lato, czekałam na słońce cały rok. Czekałam na to, by móc sobie usiąść przy otwartym oknie, zapalić jointa i patrzeć w niebo. I słuchać muzyki, i odciąć się od miasta, ludzi, zdarzeń. W tym roku nie czuję tego, może teraz w tym momencie odczuwam jakiś luz. Czuję to jak lekkie dotknięcie – posmak takiego lata. Ale w rzeczywistości, zwykle wakacje były przerwą od czegoś, a tu nie ma w czym robić przerwy. Ona ciągle trwa.

Takie pisanie na fejsbuku – to jak ujadanie kundla. Wszyscy niby czymś oburzeni, o coś walczą, o czymś z pełnym przekonaniem dyskutują, a życie jakie było, takie jest. I ciągle brniemy w ten ślepy zaułek. Oślepieni pożądaniem, posiadaniem, władzą.

Zapiski Staromiłosne - drugi


Zaznaczyć się, tak bardzo mocno odczuwana chęć – zaznaczyć się. Machnąć ręką ponad powierzchnią oceanu. Tu jestem. Tylko do kogo, po co, skoro wszystko jest na dnie. Nasze kości i grzechy, które nigdy nimi nie były.
Grzech – takie patetyczne słowo. Wymyślone po to, aby w strachu trzymać ludzi, aby kontrolować, układać równo, warstwa po warstwie pod ziemią.


Wzięło mnie coś na to pisanie, bez dramatów, lęków i wysiłku, po prostu nagle usiadło mi się – włączyło pisadło – i zastanawiam się, czemu od jakiegoś czasu chodzę ze ściśniętym zębami. Z napiętą szczęką i wiecznie bolącym brzuchem z nerwowego przejedzenia. A tu po prostu okazało się, że nie jestem szczęśliwa. Ale właśnie nastał moment, że zaczyna do mnie docierać, że w sumie nieszczęśliwa też nie jestem. To jakby życie w dżungli, bez możliwości schowania się gdzieś, ukrycia. Bycia naprawdę.

Ale teraz jest próba zrozumienia tego stanu. Na spokojnie. Bez emocji. Taki stan jakby żegnania się z wszystkimi – przyjaciółmi – po kolei – rozumienie, że to wszystko miraże. Cudowne lata, które nigdy się nie zdarzyły, choć chcemy w to wierzyć i tak je celebrujemy.


Jakie to smutne, że za oknem mam okna ludzi, którzy żyją tak zwanym poważnym życiem. Dlatego przypomniało mi się mieszkanie na Miodowej. Za oknem miałam ludzi, którzy widzieli świat podobnie jak ja. Cyganeria. Prawdziwa miejska cyganeria. Ale taka przestrzeń rozleniwia, nie konfrontuje. Nie rozwija. A tu trzeba wciąż i wciąż na nowo stawać twarzą przed coraz to inną rzeczywistością. I przenieść wzrok z własnego podwórka na punkt na Drodze Mlecznej. Która również jest punktem.

Ta sfera, którą obejmuje w ludzkim myśleniu religia – ma ogromne znaczenie dla człowieka. Nadaje mu odpowiednią perspektywę, choć nie wiadomo, jaki użytek się z tego zrobi. Najczęściej w wielu systemach religijnych ludzie dążą albo do zniwelowania tej perspektywy, albo straszenia nią, pokazywania za zasłonką świętych przedmiotów – że coś jest od nas potężniejsze, należy się tego bać i GO słuchać. ON jest tam, za tym ołtarzem i lepiej tam nie zaglądać.
Czyli w sumie zamykanie ludziom oczu.

Ale ta prawdziwa duchowość jest jednak niezmiernie ważna. Ta perspektywa jest ważna. Inaczej zeżremy się jak psy w klatce.

Zrobiłam sobie dzisiaj chleb – z kaszy jaglanej. Z dobrych składników zbudowałam coś dobrego. Oczywiste to jest.

Zapiski Staromiłosne - pierwszy


A więc to jednak serce. W sercu rodzi się świadomość. Mózg tylko konceptualizuje ten prąd elektryczny.
Za oknem zamiast chmur przesuwają się świnki, pieski, i różne stwory.
Gorąca lipcowa noc, noc parowania się dla ludzi. Pełnia.
Z powodu kopulacji zostały zawiązane miasta i stworzone samochody

I ta cholerna przerwa w myśleniu – „a może bym coś zjadła?” ewentualnie – „poszłabym spać...”

wtorek, lipca 23, 2013

Co nade mną wisi


Kiedyś w domu babci wisiał wielki poziomy obraz Jezusa z trzodą. Ciekawe, co ludzie u siebie w domach nad łóżkami wieszali? Najczęściej to pewnie zdjęcia samych siebie. Ja też sobie powiesiłam, a teraz na to patrzę i zastanawiam się, co za nieodgadnione znaczenie mają dla mnie te dwa obrazki, że postanowiłam jednak je zatrzymać. Bo generalnie to chciałam w końcu znaleźć miejsce, gdzie można odpocząć bez obrazków. Kiedyś obrazki najczęściej były święte.

fot. Agnieszka Wolska

poniedziałek, lipca 22, 2013

Guru Rinpocze mówił znowu:


"Istnieją ludzie, którzy nie dostrzegają, że wszystkie pokolenia ich przodków pomarły; nie widzą, że w ich własnych domach umierają rodzice, mężowie, żony, młodzi i starzy; nie patrzą na zwłoki niesione na cmentarz; nigdy nie myślą, że i do nich przyjdzie śmierć. W ten sposób nigdy nie znajdą ścieżki prowadzącej do wyzwolenia.

Ciągłe pamiętanie o śmierci i nietrwałości jest korzeniem wszystkich cnót. Żyjąc nie zapominaj nigdy o cierpieniu śmierci. W żadnych okolicznościach nie rozstawaj się z tym wielkim przypomnieniem.

Zapominanie o śmierci i nietrwałości jest korzeniem wszystkich ciemnych wykroczeń, źródłem złudnych przywiązań umysłu do rzeczy, jak gdyby one były trwałe. Medytujcie nad śmiercią i nietrwałością. Jeżeli myśl o śmierci nie zakotwiczy się głęboko w strumieniu waszych umysłów, natychmiast pojawi się wiele błędów."


fot. Agnieszka Wolska

niedziela, lipca 21, 2013


Myślenie o śmierci- jak myślenie o niezmierzoności.
Niebo w zachodzącym słońcu,
niemal niewidocznym, już tylko odblask światła.
Poczucie pojedynczości na tle tego nieba
jest innym wymiarem odczuwania.
Pozostaje nie-widzenie.
Patrzenie.

niedziela, czerwca 16, 2013

Z Szantidewy

Ci, co pragną uciec od cierpienia, pędzą mu wprost na spotkanie. Samym pożądaniem szczęścia, wskutek złudzeń, niszczą swoje szczęście, jakby było ich wrogiem.