wtorek, lutego 05, 2008
"Natężenie świadomości"
Późny wieczór. Okno. Podglądam przez lornetkę młodą parę jedzącą kolację w kuchni. On nachyla się nad stołem, ona co chwilę wstaje, znika z pola widzenia, przynosi coś, znowu znika, siada. On wygląda przez okno, patrzy w moją stronę, ale nie widzi mnie. Pewnie patrzy na pusty rynek, na uliczną latarnię. Nikt o tej porze już nie przechodzi pod oknami, jest pusto. Odwraca się do niej. Zastygają nad stołem, trwa to dłuższy czas. Nagle on się podnosi i znika. Widzę, jak zapala się światło na klatce schodowej. Schodzi szybko. Znika. Ona dalej siedzi przy stole. Obraz bez dźwięków. Cisza.
Teraz powinno być jak w teatrze. Światło gaśnie, kurtyna.
Teraz powinno być jak w teatrze. Światło gaśnie, kurtyna.
poniedziałek, lutego 04, 2008
świadomie
nie przyznaję się, unikam, wymyślam
boję się, uciekam, patrzę jak gniję
nie śmieszy mnie
wbijam w siebie palec i udaję, że jest dobrze
jutro odsyłam priorytetem swoje paznokcie
codziennie po kawałku będę siebie odsyłać
boję się, uciekam, patrzę jak gniję
nie śmieszy mnie
wbijam w siebie palec i udaję, że jest dobrze
jutro odsyłam priorytetem swoje paznokcie
codziennie po kawałku będę siebie odsyłać
niedziela, lutego 03, 2008
Subskrybuj:
Posty (Atom)


